I choćbym szedł doliną ciemną – fragment

 Wstawiłam ot, tak, na próbę.
   Benita była zmęczona. Sama nie widziała, czy bardziej pracą, czy może monotonią, która ostatnio opanowała jej życie prywatne. Ponad rok temu zakończyła niemający żadnej przyszłości związek, który przez kilka poprzedzających zerwanie miesięcy trwałwyłącznie siłąprzyzwyczajenia i od tego czasu z nikim sięnie spotykała. Wszyscy znajomi mieli rodziny, ona pozostała samotna. Po pracy wracała do pustego mieszkania, przygotowywała sobie cośdo jedzenia i sięgała po książkę.
Bardzo urozmaicone życie – pomyślała. – Najbardziej ekscytującąrzecząjest w nim wybór wędliny w sklepie. Szlag by to trafił, dziadek znowu siędo mnie przyczepi, a tata dołoży swoje!
   Z niechęciąmyślała o zbliżającej sięosiemdziesiątej rocznicy seniora rodu. Gdy sześćdziesiąt lat temu Xavier Herrera uciekałz Hiszpanii przed prześladowaniami frankistów, wybrałPolskęna swąnowąojczyznę, bo wiele nasłuchałsięod swych starszych krewnych o bohaterstwie Polaków walczących w wojnie domowej. Ożeniłsięz Polką, nauczyłjęzyka, lecz ciągle kultywowałwyniesione z rodzinnego domu zwyczaje. Wpoiłje synowi i próbowałrównieżwpoićwnukom.
  Benita westchnęła z rezygnacją. Według dziadka i ojca mężczyzna jest niekwestionowanągłowąrodziny, jego głos powinien decydowaćo wszystkim, roląkobiety zaśjest rodzićdzieci, dbaćo dom i uprzyjemniaćżycie mężowi. A ona niedługo skończy trzydzieści cztery lata i nadal jest panną, w dodatku nie zanosi się, by stan ten miałkiedyśulec zmianie.
   Przeczuwała, że na urodzinach jak zwykle stanie sięobiektem krytyki wszystkich mężczyzn, bo nawet bracia w takich chwilach stawali po stronie dziadka i ojca. Było tak głównie z powodu jej pracy…
   Była jużo krok od użalania sięnad sobą, gdy zadzwoniłtelefon. Z ulgąoderwała sięod dręczących jąmyśli i odebrała.
– Herrera, słucham – rzuciła w słuchawkę.
   Po zakończeniu rozmowy sięgnęła po żakiet i ruszyła ku drzwiom. Po namyśle zawróciła i wyjęła z biurka paczkępapierosów. Wszystko wskazywało na to, że szybko do biura nie wróci.
   Gdy dojechała na wskazane miejsce, od razu rzuciłjej sięw oczy tłumek gapiów usiłujący przybliżyćsiędo miejsca, gdzie, sądząc po obecności policjantów, znajdowały sięzwłoki. Wyminęła tęzlatującąsięjak sępy publicznośći zaczęła schodzićpo łagodnym zboczu ku brzegowi rzeki.
– Idzie Duce – usłyszała nieprzeznaczonądla jej uszu uwagę.
– Sto razy ci mówiłam, żebyśdoszkoliłsięw historii – zwróciła siędo sierżanta Szota, który z upodobaniem określałjątym mianem. – Duce Benito Mussolini byłWłochem, a moi przodkowie  pochodzili z Hiszpanii. Nie zauważyłeś, że to nie jest to samo?
– Może i nie jest, ale masz na imięBenita i lubisz rządzić. Pewnie dlatego do tej pory nie znalazłaśsobie faceta na stałe, bo chyba tylko ostatni cienias chciałby, żeby go baba ustawiała.
– Sam jesteścienias. Ja chcętakiego, co nie dałby sięustawiać, ale widaćprawdziwi mężczyźni jużnie występująw przyrodzie i zostały same ciemięgi. Co tu mamy?
– Kobieta. Jest za tymi krzakami. Nie żyje.
– Co ty powiesz? A ja myślałam, że tak sobie leży i czeka na okazję!
   Benita, zła na siebie, że dała sięwyprowadzićz równowagi docinkami kolegi, wolno ruszyła w stronękrzaków. Znała przecieżMichała Szota od dawna i dobrze wiedziała, że za jego uwagami nie czai sięzłośliwość. Ironia i kpiny to poza, za którąkryłsięnaprawdędobry człowiek.
  Podeszła do przykrytego białym całunem ciała i zaklęła pod nosem. To nie była zbrodnia w afekcie ani teżefekt bandyckiego napadu; ciało było upozowane w sposób sugerujący jakieśprzysłanie. Całun i świeca w złożonych dłoniach nasuwały skojarzenia religijne, ale za wcześnie jeszcze było na wysnuwanie takich wniosków, może okazaćsię, iżte rekwizyty majązupełnie inne znaczenie.
   Pod całunem kobieta była ubrana. Elegancka sukienka, na szyi złoty łańcuszek, stopy obute w szpilki… Obok ciała leżała torebka. Jeden z policjantów wziąłjąw osłonięte rękawiczkami dłonie, otworzyłi po chwili poszukiwańwyjąłetui na dokumenty.
– Jest prawo jazdy i dowód osobisty. Katarzyna Bielawa, zamieszkała w Cieszynie… ulica… całkiem niedaleko stąd mieszkała. Sąkarty bankomatowe, dowód rejestracyjny samochodu… – policjant zamilkłi zacząłponownie przeglądaćtorebkę. – Kluczyki od samochodu, pęk kluczy, portmonetka… – znów urwałi przeliczyłpieniądze. – Ponad tysiąc w gotówce – stwierdziłi odłożyłportmonetkędo torebki.
– Czyli rabunek możemy wykluczyć– usłyszała Benita tużza sobą. Nie musiała sięoglądać, by wiedzieć, kto to powiedział, zbyt dobrze znała ten intensywny, piżmowy zapach wody kolońskiej. Nie znosiła go, lecz przez ostatnie kilka miesięcy ciągle atakowałjej zmysłpowonienia. Jużmiała sięodezwać, gdy obok pojawiłsięniezawodny Szot.
– A gdyby nie miała torebki, to podejrzewałby pan napad rabunkowy? Słusznie, rabusie zawsze mordują, potem nakrywająswąofiarębiałąpłachtąi wkładająjej świecęw dłonie. Taki jużwymóg tego zawodu!
   Miażdżąca pogarda w głosie sierżanta sprawiła, że policzki podkomisarza Grudy pokryły sięrumieńcem. Półroku temu przeniósłsiędo Cieszyna i jużpierwszego dnia komisarz Benita Herrera wpadła mu w oko. Najpierw próbowałzwrócićjej uwagęna siebie subtelnymi sposobami, a gdy to zawiodło, zacząłrobićwszystko, by jak najczęściej przebywaćblisko niej. Niestety to równieżnie przynosiło żadnych rezultatów. Benita ostentacyjnie go lekceważyła, a takie wpadki, jak ta sprzed chwili, nie dodawały mu splendoru.
– Co pan tu robi, podkomisarzu? – Herrera dopiero teraz odwróciła sięw stronęGrudy.
– Myślałem, że może sięprzydam – odpowiedział, patrząc na niąz jakimśpsim oddaniem w oczach.
  Na widok tego spojrzenia wstrząsnęła sięz niechęcią. Dla kogośpodobnie patrzącego straciła blisko rok życia i nie zamierzała powtarzaćswojego błędu; miała serdecznie dośćmężczyzn, którzy w silnej kobiecie szukająoparcia dla własnej słabości.
– Myliłsiępan – odparła krótko. – Proszęwracaćdo swoich zajęć, tutaj nie jest pan potrzebny.
  Jakby zapomniawszy o jego istnieniu, Herrera odwróciła siędońplecami i zaczęła rozmawiaćz sierżantem Szotem. Gruda postałjeszcze chwilę, wreszcie powoli zacząłsięoddalać.
– On sięw tobie kocha – stwierdziłSzot po odejściu podkomisarza. – Łazi za tobąjak cień.
– Nie znoszętakich facetów! Dobrowolnie robiąz siebie podnóżek, a potem siędziwią, że kobiety ich nie szanują. To nie chłop, tylko guma z kalesonów!
   Benita machnęła ręką; odgradzając siętym gestem od Grudy i jemu podobnych, ponownie skupiłauwagęna zwłokach. Kobieta była atrakcyjna i zadbana. Rude włosy miała starannie ułożone, paznokcie rąk i nóg pomalowane seledynowym, dopasowanym do koloru sukienki lakierem. W okolicach lewej piersi widniała wielka krwawa plama.
– Mam złe przeczucia – odezwałsięMichałSzot. Pokiwała głową.
– Ja również. Ona nie ma na sobie majtek, a ubranie nie jest na tyle obcisłe, by nie dało siępod nim zmieścićbielizny. Dziwne. Nie słyszałam o przypadku, by przy morderstwie po gwałcie występowało równieżukładanie ciała w jakieśspecjalnej pozie. Boje się, że to robota jakiegośświra, a tacy lubiąsiępowtarzać.
– Ciekawe, co tu robiła? – zastanawiałsięMichał. – Myślisz, że przyszła z nim dobrowolnie?
– Nie mam pojęcie, na obydwa pytania. Mam zamiar dowiedziećsię, czy nie widziałjej przypadkiem ktośz tego pubu powyżej – Benita wskazała lokal usytuowany w pobliżu miejsca zbrodni. – Podobno mieszkała niedaleko, więc raczej nie przyjechała samochodem. Myślę, że była z kimśumówiona, bo po co by tu przyszła? W okolicy nie ma żadnych sklepów ani instytucji, poza tym ubrała sięelegancko, zadbała o fryzuręi makijaż… Moim zdaniem przyszła sięz kimśspotkać, a do tego pub jest bardziej odpowiedni niżbrzeg rzeki. Idziesz ze mną, czy zostajesz?
– Nie ma sensu zostawać, niczego więcej siętu nie dowiemy. Idęz tobą.
   W pubie zastali właściciela, który wyraziłdaleko idącąchęćpomocy. Okazało się, że poprzedniego dnia byłw lokalu od późnego popołudnia ażdo zamknięcia i gdy tylko spojrzałna włożone w folięprawo jazdy zamordowanej kobiety, natychmiast jąrozpoznał.
– Była tu wczoraj, z mężczyzną. Siedzieli tam w rogu, pod oknem – gestem wskazałstolik.
– O której to było? Przyszli razem, czy teżmoże poznali siętutaj?
– Nie, chyba znali sięjużwcześniej. On przyszedłkoło ósmej wieczorem, a ona paręminut później. Musieli sięznać, bo gdy tylko weszła, od razu skierowała sięw stronęstolika. Zapytam kelnerkę, która ich obsługiwała, może cośsłyszała, bo akurat wtedy podawała mu kawę.
– Będziemy chcieli później porozmawiaćz tąkelnerką, teraz proszęo pana opinię. Jak przebiegało to spotkanie? Domyśla siępan jego powodów?
– Chodzi pani o to, czy była to randka? – mężczyzna zastanowiłsię, potem potrząsnąłgłową. – Nie sądzę, bardziej wyglądało mi to na spotkanie w interesach. Tam nie iskrzyło, brakowało tych specjalnych gestów, spojrzeń… wie pani, co mam na myśli?
  Benita skinęła głowąna znak, że rozumie i pomyślała melancholijnie, że to cud, iżjeszcze nie zapomniała. Jeszcze trochęi będzie musiała prosićo dokładniejsze tłumaczenie…
– Jak długo przebywali w lokalu?
– Wyszli przed dziewiątą. Nie wiem dokładnie, o której, bo byłem na zapleczu, ale gdy o dziewiątej wróciłem na salę, ich jużnie było. Beatka powinna wiedzieć, przecieżmusieli przed wyjściem uregulowaćrachunek.
– No tak. Proszęnam jeszcze powiedzieć, jak wyglądałten mężczyzna?
– Jak wyglądał? Normalny facet… wie pani – właściciel zaśmiałsięnerwowo – kobietęłatwiej byłoby mi opisać… Miałczarne włosy, oczy chyba też, w każdym bądźrazie na pewno były ciemne. Opalony, albo miałciemnącerę, elegancki. Myślę, że kobiety uznałyby go za bardzo przystojnego.
– W jakim mógłbyćwieku?
– Trzydzieści pięć, może trochęwięcej… ale nie sądzę, by przekroczyłczterdziestkę. Może jest na nagraniu? – zastanowiłsię.
    Benita ażpoderwała sięz krzesła.
– Chce pan powiedzieć, że macie tu kamerę?
– Mamy od niedawna, przed wejściem. Było kilka prób włamania, wandalizm, no to zainstalowałem. Zaraz sprawdzę, czy ten gośćjest na nagraniu; powinien być, bo tu nie ma drugiego wyjścia, więc musiał przejść przez te drzwi.
– Kolega pójdzie z panem, a ja porozmawiałabym teraz z kelnerką, jeśli można.
   Mężczyźni oddalili sięna zaplecze, a po chwili do Benity podeszła ładna dziewczyna w fartuszku kelnerki.
– Dzieńdobry – powiedziała nieco drżącym głosem. – Szef kazałmi z paniąporozmawiać.
– Powiedziałpani, o co chodzi?
– Nie, mówiłtylko, że pani jest z policji.
– Jestem – Benita uśmiechnęła sięuspokajająco do zdenerwowanej dziewczyny. – Komisarz Benita Herrera. Pani pewnie jest Beatką, prawda?
– Tak, ale ja nic nie zrobiłam…
– Wiem o tym. Mam pytanie dotyczące gości, którzy wczoraj siedzieli przy tamtym stoliku…
   Beatka okazała sięwspaniałym świadkiem i dzięki jej spostrzeżeniom Benita uzyskała w miarędokładny obraz. Spotkanie denatki z czarnowłosym mężczyznąnie było przypadkowe i doszło do niego z inicjatywy kobiety. Rzeczywiście chodziło o interesy, a konkretnie o pożyczkę, o którąkobieta poprosiła swojego towarzysza. Z zeznania Beatki wynikało, że mężczyzna zgodziłsiępożyczyćkobiecie trzydzieści tysięcy na rozwój firmy. Jakiej, tego kelnerka nie wiedziała. Między kobietąa mężczyznąnie było żadnego konfliktu, wręcz przeciwnie, Beatka odniosła wrażenie, że siębardzo lubią, chociażbez romantycznych podtekstów. Wyszli razem, paręminut przed dziewiątą.
   Gdy Szot i właściciel pubu wyszli z zaplecza, Benita od razu wiedziała, że interesujący ich mężczyzna jest na nagraniu, Michałbowiem uśmiechałsięod ucha do ucha.
– Mamy go – powiedział, podchodząc do stolika i pokazując trzymany w dłoni pendrive.
  Było jużźno, więc zdecydowali sięrozdzielić. Michałposzedłobejrzećmieszkanie Bielawy, zaśBenita wzięła na siebie ustalenie tożsamości mężczyzny.
  Uważnie przeglądała nagranie. Gdy zauważyła wychodzącąz lokalu KatarzynęBielawę, dosłownie wbiła wzrok w ekran monitora. Za kobietąwyszedłwysoki, czarnowłosy mężczyzna. Przystanęli na chwilęprzed drzwiami, dyskutując o czymśzawzięcie. Benita odniosła wrażenie, że mężczyzna próbuje przekonaćdo czegośswątowarzyszkę, ona jednak ze śmiechem potrząsała głowąw geście odmowy. Potem kobieta skręciła w bok, poza zasięg kamery, a on podążyłza nią.
   Kim jesteś? – zastanawiała sięBenita. Mężczyzna z nagrania intrygowałją. Owszem, byłbardzo przystojny, ale nie w typie zadowolonego z siebie gwiazdora filmowego, co zawsze wywoływało w niej odruch niechęci. On byłinny. Cośw jego oczach i wyrazie twarzy mówiło jej, że życie nie zawsze było dla niego łaskawe i że pomimo nienagannego wyglądu i niewątpliwego bogactwa  wcale nie jest szczęśliwy.
– Co oglądasz?
   Dźwięk głosu dobiegającego od strony drzwi tak jązaskoczył, że ażsięwzdrygnęła. Tak była zaaferowana osobąnieznajomego, iżnie zauważyła, że ktośwszedłdo pokoju.
– Czego straszysz ludzi? – fuknęła bez złości. Lubiła Ryśka Formana, który pracowałw policji prawie tak długo, jak ona żyła na tym świecie, lecz nigdy nie dałjej odczuć, że uważa jąza gorsząz racji tego, że ma mniej doświadczenia w pracy i że jest kobietą.
– Słyszałem, że trafiłci siętrup – powiedział, podchodząc bliżej. – Domowa awantura, czy porachunki meneli?
– Niestety ani jedno, ani drugie – odpowiedziała smętnie. – Wygląda to bardziej na atak jakiegośnawiedzonego świra. Kobieta wyszła z lokalu z mężczyzną, a teraz nie żyje. Mam faceta na nagraniu z kamery i zostałtylko drobny detal – trzeba go zidentyfikować. Ciekawe, jak?…
– Wiesz, że pracujętu jużbardzo długo – powiedziałRysiek wolno. – W związku z tym poznałem bardzo wielu ludzi i to nie tylko tych z marginesu, więc może miałem jużz nim do czynienia? Mogęrzucićokiem?
– Rzucaj nawet pięcioma oczami, bylebyśgo rozpoznał!
   Benita przekręciła monitor tak, by Rysiek mógłwidziećekran i cofnęła nagranie do momentu wyjścia pary z pubu. Forman w skupieniu śledziłprzesuwające sięobrazy, wreszcie wyprostowałsięi powiedział:
– Możesz wyłączyćnagranie. Znam tego faceta, ale wątpię, byśw jego osobie znalazła mordercę, on nigdy nie byłkojarzony z mokrąrobotą.
– A kto to jest? – spytała zaciekawiona. – Ktośważny?
– W pewnym sensie tak. To jest Aleksander Podżorski pseudonim Gojny, szef domniemanej grupy przestępczej.
– Mówisz poważnie? – Benita nie wierzyła własnym uszom, mężczyzna absolutnie nie kojarzyłjej sięz przestępcą.
– Jak najpoważniej. Podżorski mieszka i działa w Wiśle, a jego firma wytwarza takie małe elektroniczne dupstwa do maszyn precyzyjnych. Zajmująsięteżochroną. Od lat byłpodejrzewany o różne przekręty podatkowe, wymuszenia, haracze, chodziły teżsłuchy, że zajmuje sięegzekucjądługów. Zatrudnia bardzo ciekawych ludzi… połowęz nich stanowiąkryminaliści, a druga połowa to byli żołnierze.
  Forman umilkłna chwilę, jakby zastanawiając sięnad dalszymi słowami, po czym ponownie zabrałgłos.
– Nikt dokładnie nie wie, jak jest naprawdę, bo to cholerny spryciarz. W jego firmie było więcej różnych kontroli, niżu mnie wizyt teściowej, a wierz mi, że pobićrekord mamusi wcale nie jest łatwo! Trzepała go skarbówka, UKS, ZUS, PIP, nawet ci z CBŚ-u wzięli go na tapetęi nic. Nigdy niczego nie znaleźli, chociażbyli przekonani, że robi przewałki z VAT-em i dochodówką, a połowa jego ludzi pracuje na czarno. My próbowaliśmy również, dotarliśmy nawet do osób, które potwierdzały nasze podejrzenia o wymuszeniach i egzekucji, lecz zawsze po jakimśczasie ludzie ci zmieniali zdanie lub tracili pamięć.
– W takim razie facet musi byćnieprzeciętnie inteligentny – stwierdziła Benita nie bez podziwu w głosie.
– Taki właśnie jest – potwierdziłForman. – Przy tym wszystkim ma honor i sumienie, potrafi współczućinnym, przez co większośćprzesłuchiwanych przez nas osób w ogóle nie chciała o nim mówić. Zbyt wielu ludziom pomógłw trudnych sytuacjach, by chcieli go obciążać.
– Czy ty go aby nie podziwiasz?
– A żebyświedziała! I nie ja jeden. Znasz Konrada Procnera, prawda?
– Znam, przyszłam do was niecały rok przed jego odejściem. Co Konrad ma wspólnego z tym Podżorskim?
– Znająsięod dzieciństwa – wyjaśniłRysiek. – Konrad go nienawidziłz jakichśosobistych powodów, ale mimo to zawsze twierdził, że wszelkie próby udupienia Gojnego to tylko strata czasu, bo facet jest za mądry, żeby daćsięzłapać. Potem cośsięzmieniło w ich wzajemnych stosunkach, zaczęli nawet sięspotykaćna gruncie prywatnym i Konrad powiedział, że Podżorski całkowicie wycofałsięz lewych interesów. Nie bardzo chciało nam sięw to wierzyć, więc zaczęliśmy sprawdzaći okazało się, że faktycznie tak jest, ALDA to teraz całkowicie uczciwie działająca firma.
– Dziwna nazwa – mruknęła Benita.
– Tak jak wiele innych. Z drugiej strony może nie ażtak dziwna, Podżorski ma syna imieniem Damian, więc może połączyłto imięz własnym. To jest najmniej istotne, ważniejszy powinien byćdla ciebie fakt, że nigdy nie wiązano Gojnego z poważnymi aktami przemocy.
– A wymuszenia to twoim zdaniem akty przyjaźni?!
– No nie, ale z tego, co nam wiadomo, było w tym więcej straszenia niżprzemocy; paręrazy zdarzyło się, że ktośdostałpo mordzie i to wszystko. Żadnego łamania rąk i nóg, ciężkiego pobicia, używania niebezpiecznych narzędzi… i nigdy celem nie była kobieta. Zrobisz, jak zechcesz – Forman spojrzałw oczy koleżanki – ale na twoim miejscu pojechałbym do niego i poprosiło wyjaśnienia bez pochopnego oskarżania go. Rozmawiałem z nim wiele razy i naprawdęnie widzęgo w roli mordercy.
– Wspomniałeś, zdaje się, że Podżorski mieszka w Wiśle, tak? Przecieżwłaśnie Konrad jest tam teraz komendantem.
– No tak, zapomniałem… Masz szczęście, droga komisarz Herrera! Pogadaj z Konradem, na pewno ułatwi ci dotarcie do Gojnego, bo to wcale nie jest takie proste, bez nakazu możesz nie dotrzećnawet za bramę. Powodzenia! Na mnie jużczas.
   Mówiąc to, Forman ruszyłku drzwiom. Benita okręciła sięz krzesłem i uśmiechnęła do uczynnego kolegi.
– Dzięki za pomoc, będęci winna przysługę.
– Nic mi nie jesteświnna. Aha, zapomniałem cięuprzedzić. Mówią, że Podżorski wywiera przedziwny wpływ na kobiety, podobno jużpo chwili gotowe sąwskoczyćmu do łóżka, tylko że on nie wydaje siębyćtym zainteresowany. Nie żebym pilnowałtwojej cnoty, ale uważaj, żebyśsięnie zakochała!
  Forman wyszedłi roześmiałsięgłośno, słysząc głuchy łomot uderzającego w drzwi przedmiotu.

Ten post ma 3 komentarzy

  1. Odnoszę nieodparte wrażenie, że rozwijasz się z książki na książkę. Co ostatecznie nie jest wcale takie dziwne, ale naprawdę miło czyta się takie teksty. Nie wiem, czy będziesz to wstawiać na bloga, czy wydasz na papierze, czy może oba, ale przeczytam na 100%. Komisarz Herrera wydaje się naprawdę znakomitym materiałem na bohaterkę, no i mamy kolejny występ Konrada. Tworzysz nowe uniwersum, a ja nic tylko czekam i pochłaniam 😉
    ~ Scatty

  2. Planuję wysłać to na konkurs Literacki Debiut Roku, nie wiem tylko czy zdążę, bo termin upływa 15-go kwietnia, a ja mam tylko trzy rozdziały. W dodatku z dwóch nie jestem zadowolona i muszę przerobić.
    Jakoś nie umiem rozstać się z moimi bohaterami, myślę też, że mają jeszcze coś do powiedzenia.
    Śmieszne jest to, że jak pisałam Cień, to gdy mąż pytał co robię, odpowiadałam, że piszę trylogię w pięciu tomach. Jeszcze trochę i się sprawdzi.

  3. Jestem jak najbardziej za tym, by się sprawdziło!
    No i trzymam kciuki 🙂
    ~ Scatty

Dodaj komentarz

Close Menu