Rajskie ptaki – Marta Zaborowska

Rajskie ptaki
Autor: Marta Zaborowska
Wydawnictwo: Czarna Owca
Rok wydania: 2014
Ocena: 3-/6

 

 Miałam nadzieję, że będzie lepiej!

 Ale do rzeczy!

  „Rajskie ptaki” to druga po wydanym w 2013 roku „Uśpieniu” książka Marty Zaborowskiej z podkomisarz Julią Krawiec w roli głównej.
   Tym razem Julia zostaje wezwana do pięknego dworku, skąd w dniu swoich zaręczyn zniknęła młoda i piękna dziewczyna. Wkrótce sprawa rozrasta się. Kolejne zniknięcie, morderstwo, szereg innych tajemniczych zdarzeń…
   Prawda, że zapowiada się nieźle? Też tak myślałam, chociaż „Uśpienie” mnie rozczarowało. Mimo tego miałam nadzieję, że tym razem autorka nie popełni takich błędów jak w swojej debiutanckiej książce. Niestety, nadzieja była złudna.
   Podkomisarz Julia Krawiec dalej nazywana jest detektywem ( detektyw to bardzo niskie stanowisko i będąc detektywem Julia nie byłaby podkomisarzem!) i po raz kolejny popełnia rażące błędy, niedopuszczalne w prawdziwym śledztwie. Gdzie przesłuchanie narzeczonego? Toż to podstawa! Gdzie dokładne sprawdzenie rodziny? Przyjęcie za dobrą monetę stwierdzenia osoby trzeciej, iż cała rodzina nie żyje, zakrawa na kpinę.
   Rozumiem, że to tylko powieść, ale, na litość boską, niech będzie choć trochę dopasowana do realiów. Prowadząca sprawę zabójstwa i uprowadzenia wyjeżdża na wczasy! To chyba miał być żart z czytelnika? Czy naprawdę ktoś jest w stanie uwierzyć, że w takiej sytuacji policjant dostaje zgodę na urlop?
   I po raz kolejny wałkowanie tematu osobistych problemów. Rozumiałabym, gdyby to w jakiś sposób popychało akcję do przodu, było przyczyną kolejnych związanych ze sprawą zdarzeń, ale tak nie jest. Więc po co aż tyle miejsca temu poświęcać? Chyba tylko po to, by książka była gruba i totalnie znudziła czytelnika. Przez to wszystko nie byłam w stanie cieszyć się czytaniem, chociaż pomysł na intrygę jest dobry. Tyle że zmarnowany poprzez niepotrzebne gadulstwo i nieprawdziwą postać głównej bohaterki.
   Na plus muszę zapisać język, którym posługuje się autorka. Żywe, niewymuszone dialogi i barwne opisy sprawiły, że byłam w stanie tę książkę doczytać. Również, jak już wspomniałam, pomysł na intrygę jest interesujący. Niestety, to już wszystko na temat pozytywów. Szkoda.

Ten post ma jeden komentarz

  1. Scathach

    U pani Zaborowskiej najwyraźniej zabrakło mimesis. Ktoś tu nie uważał na polskim w liceum 😉 Niestety, błędy rzeczowe w książce z tak specyficznego gatunku są, delikatnie mówiąc, popełniane przy założeniu, że "czytelnik nie zauważy". Przykre, ale osoba poważnie traktująca odbiorców chyba nie pozwoliłaby sobie na tego typu braki.
    To trochę tak jak ze space operami – niby ma "działać, bo tak", ale nikt przy zdrowych zmysłach nie złamie przy tworzeniu uniwersum elementarnych praw fizyki. Bo to po prostu nie przejdzie.
    Prawda, osoba, która nie czytuje kryminałów na co dzień (na przykład ja) mogłaby takich nieścisłości jak wspomniany "detektyw" nie zauważyć. Zakładam jednak, że jeśli pisze się prozę gatunkową, to pisze się właśnie dla osób dany gatunek czytających…
    Książkę raczej sobie odpuszczę, zwłaszcza, że gatunek "nie mój".

    Pozostaje życzyć Autorce poprawy w przyszłości. Nie każdy debiut jest mistrzowski, warsztat szlifuje się latami, jest więc duża szansa, że jeszcze o pani Zaborowskiej usłyszymy nie raz. Oby coraz lepsze opinie!

    ~ Scatty

Leave a Reply